środa, 27 maja 2020

If you're not taking the chances, then what the hell are you doing?

Kochani. Zbierałam się dość długo, żeby tu wrócić. Bo kiedy tu piszę, zawsze robię to pod natchnieniem, czasami moje palce wręcz nie nadążają za mózgiem. Ale przez ostatnie dwa miesiące nie działo się wiele. Wiecie, leżałam w łóżku, grałam w GTA (yaaay) i machałam na pożegnanie szansom, które przechodziły mi obok nosa. Wiem, że każdy stracił coś w dobie ornokawsruisa, ale to wcale mnie nie pociesza. Moja mama zawsze mówiła, ,,pomyśl o tych, którzy mają gorzej". Wyobrażam sobie, że to najgorsze pocieszenie, na jakie mogła wpaść ludzkość. Nie obchodzą mnie inni, a przynajmniej nie w kontekście czy mają lepiej, czy gorzej ode mnie. To jest moje życie, które leci o wiele szybciej, niż się spodziewałam. Teraz jeszcze tracę to wszystko, moją piękną codzienność. Ale to nie tak, że dopiero to doceniam. Bo doceniałam to wcześniej. Mów o mnie co chcesz, ale zanim całe to szaleństwo się stało, każdego wieczora myślałam o tym, jakie mam ogromne szczęście w życiu, że jestem wolna. Że mogę wsiąść w pociąg i spędzić dzień w obcym mieście. Że mogę zadzwonić do kogoś na nocny spacer, pooglądać razem gwiazdy. Że mogę robić to, co kocham najbardziej, czyli pisać, że mogę znaleźć sobie nowe hobby i tak po prostu oddać mu się bez reszty. Że mam możliwości, by wyjechać po studiach, mogę zostać tu, mogę uciec daleko stąd, ale myślę, że raczej pozostanę w obrębie kontynentu, chociaż kto wie.
Wiedziałam zatem, jakie mam ogromne szczęście. Czasami nie mogłam w nie uwierzyć. Kiedyś wydawało mi się, że nie mam wszystkiego, ale cała ta sytuacja uświadomiła mi, że jest wręcz przeciwnie. Że to było moje WSZYSTKO i rany, ile ja bym dała, żeby to wróciło.
Z pewnym niepokojem obserwuję to, co się dzieje na świecie. I rzekłabym tak: uważaj na to, czego sobie życzysz, bo to może się spełnić. Czy to nie ja zawsze krzyczałam najgłośniej: "Jesteśmy największymi szkodnikami dla Matki Ziemi, Ona zasługuje na to, żeby odżyć!". Czy nie właśnie to dzieje się na naszych oczach? Kto by pomyślał, że cała ta sytuacja obróci się w ten sposób? Moje marzenie się spełnia, ale jakim kosztem!
Powoli zaczęłam odżywać, na tyle, na ile mogę. Doszłam do tego niepokojącego stanu, kiedy nie chce mi się grać, pisać książki, oglądać seriali. Śpię, żeby zabić nudę. Chciałabym porobić sobie jakieś plany, dać perspektywy, ale to ostatnie, co jestem skłonna uczynić. Wystarczy mi już walących się planów, płacimy ogromną cenę, chyba kiedyś musimy. Może z tego wszystkiego wyjdzie coś dobrego, dla tych, którym szczęśliwie uda się przetrwać.
Może tracę zmysły, ale jestem gotowa zacząć nowe studia, wydać całe oszczędności na wycieczkę do Islandii kiedyś kiedyś, chcę zrobić sobie gap year po skończeniu studiów, pomyśleć czego naprawdę chcę w życiu, chcę wyjechać na Camp, w którejkolwiek dekadzie mojego życia, bo przysięgam, że nie odpuszczę. Nie po to przełamywałam swoje największe lęki, żeby to tak po prostu miało nie wypalić. Jestem gotowa odczekać swoje, a coś mówi mi, że w tym wypadku warto.